List referencyjny – wzór do pobrania

List referencyjny – wzór do pobrania

List referencyjny to dobrze znana i często praktykowana forma rekomendacji pracownika lub firmy. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju świadectwo jakości współpracy i wzajemnych relacji. W dzisiejszym wpisie postaram się podkreślić dlaczego jest to istotny element budowania własnej marki (niezależnie czy mówimy o przedsiębiorcy czy pracowniku, specjaliście). Poza tym mam dla Was kilka subiektywnych spostrzeżeń i wzory listów referencyjnych do pobrania za darmo.

 

 

List referencyjny – jaką ma moc i dlaczego warto?

 

 

List referencyjny jest opinią na temat naszej pracy. To co jest szczególnie ważne w tym przypadku – pozytywną opinią. Nikt raczej nie wystawia negatywnych referencji, a przynajmniej nie słyszałem jeszcze o takim przypadku. W zasadzie to dwa wykluczające się słowa. Co oczywiście nie zmienia faktu, że nawet dobra opinia może nam zaszkodzić, ale o tym za chwilę.

W jaki sposób list referencyjny może nam pomóc? Dlaczego warto się o niego postarać?

 

Pracownikowi, który odchodzi z danej firmy, list referencyjny może pomóc znaleźć lepszą pracę, w krótszym czasie. Raczej nie będzie to główny argument przy zatrudnieniu, ale z pewnością ważny. Sam zwracam na to uwagę jako pracodawca. Oczywiście nawet jeśli kandydat do pracy świetnie sprawdził się w poprzedniej firmie, nie oznacza to od razu, że równie dobrze będzie sobie radził w nowej. Natomiast dobre słowo od poprzedniego pracodawcy zawsze działa na korzyść pracownika. Jest pozytywnym sygnałem, którego trudno zignorować i nie warto tego robić.

Rekomendacje stają się dla pracownika poniekąd wizytówką, laurką. Potwierdzeniem, że pracownik był zaangażowany, że realizował powierzone zadania i cele, w trakcie swojej pracy zdążył wyrobić sobie dobrą markę jako specjalista itd. Zawodowy, pozytywny wizerunek jest ważny tak samo dla pracownika, jak dla przedsiębiorcy. W obu przypadkach pozytywne opinie są istotnym elementem budowania własnej marki i tak samo jak są dostrzegane przez pracodawców, tak samo wśród potencjalnych klientów i kontrahentów.

 

W przypadku firm, może mieć to jeszcze większy wymiar i znaczenie. Może dlatego, że trudniej jest nawiązać trwałą współpracę partnerską z inną marką niż znaleźć pracownika. Często idą za tym dużo większe środki finansowe i większa odpowiedzialność. Zwłaszcza w outsourcingu usług. Jeśli firma, dla której świadczymy usługi, albo która korzysta z naszych produktów, jest zadowolona z ich jakości, z przebiegu współpracy to zawsze będzie to pozytywny bodziec dla innych, potencjalnie zainteresowanych naszą działalnością marek.

Referencje od firm i kontrahentów mają dużą siłę. Przede wszystkim dlatego, że umacniają naszą wiarygodność i same są przy tym są wiarygodne. Na pewno bardziej niż anonimowe opinie w sieci. W końcu pod listem referencyjnym podpisuje się zazwyczaj konkretna osoba, często właściciel bądź kierownik. Wspomniałem we wstępie, że dobre słowo też może mieć negatywny charakter. To zjawisko da się zaobserwować głównie w internecie. Na portalach społecznościowych, mapach Google itd. Nagle, z dnia na dzień, w tajemniczych okolicznościach, danej firmie przybywa rekomendacji i dobrych opinii… Nie trzeba sokolego oka, ani umiejętności dedukcji na poziomie Sherlocka Holmsa, żeby dostrzec, że niektóre referencje są po prostu fałszywe i sztuczne. A skoro widać to gołym okiem, to znaczy się że potencjalny klient i kontrahent też może to zauważyć. Gdy to nastąpi trudno będzie nam odzyskać twarz i zaufanie. Dlatego też, list referencyjny wydaje się jednak bardziej wiarygodnym i merytorycznym rozwiązaniem. Poza tym istnieje jakaś możliwość weryfikacji jego autentyczności.

 

A co powinien zawierać list referencyjny dla firmy, a co dla pracownika? Poniżej znajdziecie przykładowe wzory do pobrania, które potraktujcie jako inspirację. Mniej jako gotowiec, który trzeba kopiować “jeden do jednego”.

 

 

List referencyjny dla firmy

 

 

W liście referencyjnym powinny znaleźć się wszystkie niezbędne informacje zarówno o firmie, która udziela polecenia, jak i firmie polecanej. Dobrą praktyką jest umieszczenie referencji na papierze firmowym, z logiem, danymi kontaktowymi, pieczątką i podpisem. W treści natomiast warto wskazać charakter współpracy między markami, jej zakres, jak również pozytywne doświadczenia z niej płynące. Można podkreślić co szczególnie doceniamy, jakie cechy i zalety niosą wspólne działania itd. Trzeba tylko pilnować, aby nie przesłodzić. Lepiej skupić się na kluczowych informacjach, konkretach, które mogą być praktyczną podpowiedzią dla innych firm potencjalnie zainteresowanych współpracą.

 

O taki list referencyjny można “upomnieć się” w dowolnym momencie. Dobrze tylko, aby firma wystawiająca taką laurkę zdążyła zgromadzić już jakieś doświadczenia, mogła przekonać się o pozytywnym aspekcie współpracy z naszą marką. Największą moc będą miały autentyczne referencje, niewymuszone i wiarygodne. Niestety częstym zjawiskiem jest pewnego rodzaju spychanie napisania listu referencyjnego na szeregowych pracowników, albo na nas samych. Nie raz w odpowiedzi na prośbę o referencję słyszałem: “Proszę napisać, a my się podpiszemy”. Rozumiem, że może to wypływać z braku czasu, może nawet z zaufania, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie. Między innymi dlatego też udostępniam poniżej wzór firmowych referencji do pobrania i wykorzystania jako inspirację: 

 

referencje dla firmy

 

 

List referencyjny dla pracownika

 

 

O referencje od pracodawcy warto jest poprosić przy kończeniu współpracy. Tak jak w przypadku referencji dla firmy – najlepiej na papierze firmowym, z pieczątką, podpisem. W dobrym tonie będzie zapytanie pracodawcy czy nie będzie miał problemu z tym, że w przyszłości ktoś może zadzwonić chcąc potwierdzić wystawione referencje. Oczywiście zakładając, że pracownik rozstaje się z pracodawcą w dobrych stosunkach 😉

Referencje powinny zawierać nazwę naszego byłego stanowiska pracy, okres zatrudnienia, zakres najważniejszych obowiązków i pozytywną ocenę ich wykonania. Można podać szczegóły, wspomnieć w nich o kilku wybranych sukcesach, osiągnięciach. Ważne aby nie przesadzać, bo szybko taka opinia może stracić na wiarygodności. Z tego samego powodu warto zadbać, aby list referencyjny zawierał imię i nazwisko, stanowisko i nazwę firmy, w której pracuje osoba podpisująca dokument. Poniżej możecie pobrać darmowy wzór listu referencyjnego dla pracownika:

 

referencje dla pracownika

 

List referencyjny nie ma czarodziejskiej mocy, która zapewni nam przypływ klientów, czy zalew nowych ofert pracy. Może natomiast w tym realnie pomóc. Poza tym list referencyjny nie ma daty przydatności. Tak długo jak uznamy to za właściwe, możemy wykorzystywać go do budowania własnej marki i pozytywnego wizerunku. Do czego zachęcam!

Jeśli szukacie firm i przedsiębiorców, z którymi będziecie mogli wymienić się rekomendacjami i referencjami, zapraszam serdecznie na “Spotkania z o.o.”. To cykl swobodnych spotkań bez zobowiązań ale z biznesem w tle. Przy piwku, kawie, herbacie, whiskey – co kto lubi 😉  To idealna okazja, aby zdobyć nowe kontakty, dowiedzieć się czegoś ciekawego o innej branży, wymienić się doświadczeniami i nie tylko. Kolejna edycja spotkań z ograniczoną odpowiedzialnością już wkrótce! Obserwujcie mojego Facebooka, na którym pojawi się informacja o terminie i miejscu spotkania.

Bądźmy w kontakcie!

 

Książki pomocne w biznesie część 4

Książki pomocne w biznesie część 4

Dziś opowiem i jak mam nadzieję, skutecznie zachęcę Was do przeczytania kolejnej książki pomocnej w biznesie. “Zrobione! Naucz się kończyć to co zacząłeś” autorstwa Jona Acuff’a to tytuł, który ma uniwersalną wartość i praktyczne zastosowanie nie tylko w biznesie. Niezależnie czy chodzi o prowadzenie własnej firmy, czy przestrzeganie diety, autor zdradza nam kilka ciekawych sposobów na to, jak skuteczniej realizować swoje cele i kończyć to co się zaczęło.

W sumie to niespełna 250 stron. Co na nich znajdziecie? Dlaczego warto wybrać się do księgarni?

 

 

Jak skutecznie realizować cele biznesowe i nie tylko?

 

 

Jona Acuff’a możecie znać z kilku Bestsellerów „New York Timesa” (np. Start, Do Over). To znany bloger, mówca i twórca popularnego wyzwania „30 Days of Hustle”. Bynajmniej nie jest to ktoś, kto twierdzi, że znalazł uniwersalny wzór na efektywność. Jednak jego strategia, co potwierdzają liczne przykłady (w tym mój), przynosi naprawdę dobre efekty.

Każdy z nas, niezależnie czy pracuje na etacie, czy jest przedsiębiorcą prowadzącym własną firmę, ma pewne założenia i cele, które chciałby zrealizować. Jak pokazuje praktyka, duża część naszych pomysłów ląduje w koszu. Nawet jeśli początkowo mieliśmy dużą motywację. Chyba każdy ma taki grzeszek na sumieniu i projekt, którego realizację zawiesił na bliżej nieokreślony czas. Jeśli masz problem z zamykaniem kolejnych pudełek z pomysłami, zanim otworzysz kolejne, tak jak ja. Jeśli masz już dość wiecznego zaczynania od nowa, to ta książka jest właśnie dla Ciebie. Znajdziesz w niej realną pomoc i może tak jak było w moim przypadku, zdecydujecie choć część porad zastosować w życiu. Autor nie tylko świetnie zdiagnozował problem, ale też podsunął szereg ciekawych rozwiązań.

 

Pierwsza myśl jaka mnie uderzyła czytając książkę, było stwierdzenie, że za niedokończone projekty winny jest najczęściej perfekcjonizm, a nie jak można byłoby się spodziewać lenistwo, brak czasu czy starań. Autor piszę na przykład:

 

“Problem z perfekcjonizmem polega na tym, że wyolbrzymia błędy, a minimalizuje postępy. Nie pozwala wierzyć w trwale osiągany sukces. Każe nam postrzegać cel jako domek z kart. Wystarczy jeden niedoskonały element, aby cała konstrukcja się rozsypała. Nawet drobne potknięcie oznacza całkowitą klęskę. Perfekcjonizm mąci ci w głowie, każe Ci bowiem mierzyć zbyt wysoko.”

 

Niektóre wnioski i przemyślenia autora, opisane pomysły i rozwiązania mogą się wydawać dziwne, żeby nie powiedzieć bez sensu. Warto jednak wiedzieć, że wszystkie przedstawione techniki mają potwierdzenie w danych. Są poparte badaniami na grupie kilkuset osób. Autor przekonuje na przykład, że sposobem na sukces jest… dobra zabawa. Jak piszę Jon, analizując doświadczenia i dane, dochodzimy do wniosku, że wybór celu, który kojarzy się nam z przyjemnością, zwiększa prawdopodobieństwo jego zrealizowania o ok. 46 procent. To naprawdę dużo. Co więcej, dobra zabawa to nie opcja, a konieczność. Zwłaszcza jeśli chce się wyeliminować przeszkadzający perfekcjonizm i szczęśliwie dotrzeć do celu. Szczególnie pomocny będzie w tym przypadku także system nagradzania samego siebie.

 

Książki pomocne w biznesie

 

Jon Acuff ma momentami obserwacje równie proste, co genialne. Celnie trafia opisując zagrożenia na jakie jesteśmy narażeni realizując własne cele. Wskazuje też jak sobie z nimi radzić. Przytnij cel o połowę, baw się i ciesz z pracy, wyjdź z kryjówki, zrezygnuj z szlachetnych przeszkód… W książce znajdziecie sporo wskazówek i co ważne szereg konkretnych przykładów, z życia autora i nie tylko, na ich potwierdzenie.

 

“Cele nie znikają, gdy decydujemy się ich nie realizować. One się zamieniają w duchy, które potem nas prześladują.”

 

To co wyróżnia tę książkę od innych, to też z pewnością język, w jakim została napisana. Czytając ją masz wrażenie, jakbyś rozmawiał z dobrym i bardziej doświadczonym kumplem. Mnóstwo w niej humoru, anegdot. Czyta się jednym tchem, z niewymuszonym uśmiechem na twarzy. Gdy dodacie do tego nietuzinkowe wskazówki, wyjątkowo celne obserwacje i praktyczne podpowiedzi, dojdziecie do podobnego wniosku co ja. Ta książka jest nie tyle przydatna w biznesie, co wręcz niezbędna. Każdy przedsiębiorca powinien przeczytać ją najlepiej dwa razy. Myślę, że spojrzycie na prowadzenie firmy z nieco innej perspektywy. A przede wszystkim, może łatwiej będzie Wam kończyć to co zaczęliście.

 

“Rozpoczynać coś jest miło ale przyszłość należy do tych, którzy doprowadzają sprawy do końca. Jesteś gotowy dołączyć do tego grona?”

 

Jeśli Wasza odpowiedź na ostatnie zdanie z książki „Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś” Jona Acuff’a brzmi tak, to chyba nie muszę Was szczególnie przekonywać, dlaczego warto sięgnąć po tę pozycję. Tytuł bez problemu znajdziecie w dobrych księgarniach. Ale najwygodniej będzie ją zamówić bezpośrednio w wydawnictwie MT Biznes.

Polecam z czystym sumieniem i jednocześnie zachęcam, abyście podzielili się własnymi propozycjami i tytułami książek pomocnych w biznesie i nie tylko 😉

 

Książki pomocne w biznesie – część 3

Książki pomocne w biznesie – część 3

Jakiś czas temu, w moje ręce trafiła książka “Radical Candor” autorki Kim Scott, która pracowała jako doradca w takich firmach jak Dropbox, Kurbo, Shyp, Twitter. Zajmowała kierownicze stanowiska w Apple, Google, AdSense, YouTube. Mówiąc w skrócie, kobieta z naprawdę bogatym, przeszło 20-to letnim doświadczeniem biznesowym, którym całe szczęście zdecydowała się podzielić z czytelnikami. Niedawno książka ukazała się w polskiej wersji językowej pod tytułem: “Szef wymagający i wyrozumiały” co dodatkowo zmotywowało mnie do lektury.

Dlaczego warto po nią sięgnąć i kto powinien to zrobić?

 

 

Książka nie tylko dla szefów

 

 

Trudno będzie opowiedzieć o tej książce bez spoilerowania treści. W każdym razie zrobię co w mojej mocy, aby Was zainteresować i jednocześnie nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Dlaczego? Bo to pozycja, której naprawdę warto poświęcić trochę czasu i uwagi. Niezależnie od tego, czy prowadzicie już własny biznes, dopiero snujecie takie plany, albo pracujecie na etacie. To jeden z tych tytułów, który zdecydowanie nie powinien się kurzyć na półce żadnego managera, kierownika działu, albo pracownika z branży HR. Z drugiej strony jest na tyle uniwersalna, że śmiało można polecić ją każdemu. Postaram się teraz wytłumaczyć dlaczego.

 

Jak podkreśla sama autorka, książkę podzieliła na 2 części. W pierwszej chce nas pocieszyć, przelać na nas trochę optymizmu, zmotywować. W drugiej znajdziemy już więcej wiedzy i praktycznych porad. Kim Scott przez wiele lat pracowała nad kursem szkoleniowym poświęconym sztuce bycia dobrym szefem. Jest twórcą specyficznego podejścia w zarządzaniu, która sama określiła mianem Radykalnej Szczerości. Głównym założeniem jest zarządzaniem zespołem w zrównoważony sposób, łącząc pochwałę z krytyką, wymagania z wyrozumiałością. A wszystko to, by osiągać coraz lepsze efekty i stawać się coraz lepszym.

 

W dużym stopniu pokreślone zostały relacje jakie powinny się nawiązywać między szefem, a pracownikiem. Autorka określiła między innymi, na jakich filarach warto je budować. Wśród nich znalazło się zaangażowanie, skuteczność i zrozumienie. Każdy z tych czynników Kim Scott podzieliła na mniejsze części. W tym wszystkim często porównuje szefa do przewodnika. Wskazuje jak być dobrym przewodnikiem bez uciekania się do tanich sztuczek i wyświechtanych frazesów. Dzieli się za to praktycznym doświadczeniem z życia własnego, lub ze swojego otoczenia, oferując jednocześnie bardzo precyzyjne wskazówki, celne obserwacje i głębszą analizę.

 

 

Jak zarządzać zespołem i być dobrym szefem?

 

 

Całkiem niedawno pisałem o tym jak być dobrym szefem. Zebrałem tam trochę własnych przemyśleń i doświadczeń. Jeśli macie wolną chwilę, zachęcam do zerknięcia do tego wpisu. Z książki natomiast nie tylko dowiecie się jaki powinien być dobry szef, ale też co dokładnie zrobić, aby się nim stać. Otrzymacie sporo wartościowych podpowiedzi jak podchodzić do podejmowania decyzji kluczowych dla biznesu, jak mimo przeszkód osiągać zakładane cele i wycisnąć cały potencjał ze swojego zespołu. To naprawdę solidna dawka motywacji, choć książka sama w sobie nie należy do typowych tytułów motywacyjnych. Podkreśla za to jej znaczenie, choćby w kontekście zarządzania ludźmi. Zarażania nią. Myślę, że nie jednemu szefowi pomoże zainspirować swoich pracowników do jeszcze większego zaangażowania i lepszej pracy. Zwłaszcza, gdy zachęcony lekturą postanowi być nie tylko kierownikiem, ale też kompanem.

 

“Szef wymagający i wyrozumiały” dobitnie pokazuje związek między relacjami, a sukcesem w biznesie. Podkreśla, jak bardzo jest on uzależniony od konkretnych jednostek, które z kolei najlepsze wyniki osiągają w zgranej drużynie. W drużynie, w której siła napędową są dobre relacje i wzajemne zrozumienie. Według autorki, nie osiągniemy tego jedynie klepiąc się po plecach. Kluczowe znaczenie będzie tu miała szczerość. W niektórych sytuacjach – radykalna. To ona jest fundamentem zaufania. Model stworzony przez Kim Scott podkreśla główne obowiązki każdego dobrego szefa, jak również określa cechy niezbędne do bycia dobrym liderem. W tym otwartość, zachowanie równowagi między krytyką, a pochwałami, oraz dążenie do tego, aby wszyscy czuli dumę ze swojej pracy.

 

 

Nie bez znaczenia jest też fakt, że książkę czyta się bardzo dobrze. Jest pozbawiona pustego moralizatorstwa i charakteru poradnikowego. Wpleciono w nią sporo humoru i zaskakujących faktów. Uważny czytelnik znajdzie w niej całkiem sporo “smaczków” i ciekawostek. To setki różnych historii wyciągniętych z życia autorki, które dodatkowo podbijają znaczenie jej obserwacji. Z resztą jak sama podkreśla, nie tylko jej obserwacji i doświadczeń. Zdziwicie się, jak często czytając ją powiecie sobie w myślach: “Mam tak samo!”.

To jedna z tych książek, w trakcie których szybko zrozumiecie jak dużo opisanych doświadczeń jest wręcz wyjętych z Waszego życia. Z drugiej strony pomoże Wam poznać nieznane, zmierzyć się z problemami, zanim jeszcze pojawią się na horyzoncie. Przynajmniej mi mocno dała do myślenia.

 

Kim Scott – Szef wymagający i wyrozumiały. Jak skutecznie zarządzać, nie tracąc ludzkiego oblicza – polecam z czystym sumieniem. Tak jak inne publikacje Wydawnictwa MT Biznes, które od przeszło 18 lat dostarcza na rynek ciekawe tytuły z sektora szeroko pojętego biznesu. Jeśli macie ochotę zakupić opisaną dziś książkę, zróbcie to za pośrednictwem poniższego linka, a otrzymacie dodatkowo 15% rabatu: LINK

 

A jeśli sami czytaliście ostatnio jakąś książkę pomocną w biznesie – zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami i opinią w komentarzach. Pozdrawiam!

Książki pomocne w biznesie – część 2

Książki pomocne w biznesie – część 2

Prowadzenia własnej firmy nie da się nauczyć z książek. Z drugiej strony to właśnie z nich możemy czerpać wartościową wiedzę, która jest przydatna w biznesie. Poza samą wiedzą, dobra książka może być tez źródłem inspiracji, motywacji. Daje możliwość poznać historie ciekawych ludzi. Pozwoli spojrzeć na własną firmę z innej perspektywy, wynieść lekcję z cudzych błędów bez konieczności ich powielania. A to już dużo…

Dziś przygotowałem dla Was kilka tytułów, które moim zdaniem warto przeczytać. Zarówno, gdy zaczynacie przygodę z własnym biznesem, jak i w przypadku gdy jesteście przedsiębiorcami już od dłuższego czasu. Zapraszam.

 

 

Książki biznesowe, które warto przeczytać

 

 

Na początku przypomnę tylko, że jest to druga część z serii książki pomocne w biznesie. Pierwszą znajdziecie pod tym linkiem. Zachęcam do zajrzenia, bo dziś oczywiście będą zupełnie nowe tytuły i propozycje. Dokładniej mówiąc – 5 książek, które moim zdaniem warto przeczytać prowadzać własny biznes.

 

Pierwszą propozycją jest „Kreatywność i nienawiść. Twórz jak ludzie sukcesu” Dana Norrisa. Dan Norris to wielokrotnie nagradzany przedsiębiorca, założycielem wpcurve.com, autor jeszcze kilku ciekawych tytułów. Dziś natomiast skupmy się na tym wybranym. Autor pokazuje w swojej książce jak udało mu się zbudować światową markę i jakie przeszkody musiał pokonać na swojej drodze do sukcesu. Wspomina jak radził sobie z hejtem, z przeciwnościami losu, co może stanowić duże wyzwanie chcąc rozwijać swój biznes. Ogólnie można powiedzieć, że książka w bardzo przystępny sposób opowiada jak przestać się bać własnego potencjału i co może pomóc go wyzwolić. To naprawdę niezła książka motywacyjna, ale czytelnik jest w stanie wyciągnąć z niej dużo praktycznych i konkretnych wskazówek, zarówno w kontekście rozwoju zawodowego, jak i osobistego. Mimo, że liczy zaledwie 106 stron, niczego w niej nie brakuje.

Każdy z nas jest kreatywny – od dziecka rysowaliśmy na kartce, budowaliśmy bazy, forty z kocy i krzeseł, wymyślaliśmy nowe światy… Co się stało, że nagle przestało nam się chcieć? Według autora, jedyną pewną składową sukcesu jest działanie. Do tego też zachęca swoich czytelników. Muszę przyznać, że wyjątkowo skutecznie.

 

Drugi tytuł, którym dziś wspomnę to “Sztuka rynkologii” Jacka Kotarbińskiego. Bardzo ciekawa książka, która wprowadza w świat marketingu, biznesu, ekonomii i tłumaczy na ludzki, najważniejsze zmiany jakie zaszły w ostatnich latach w postrzeganiu i tworzeniu rynku. Rewolucja z jaką mamy do czynienia, sprawiła że z społeczeństwa przemysłowego staliśmy się społeczeństwem informacyjnym. Nie jesteśmy już jedynie biernymi odbiorcami przekazu marketingowego, mamy siłę budowania marek, a nasza opinia jest ogromną wagę. 

Książka bardzo celnie opisuje zjawiska jakie rządzą współczesnym marketingiem, choć trudno byłoby ją nazwać marketingową. Pomaga zmienić podejście do biznesu, stawiając na jakość i wartość, pod którą tworzymy rynek. Znajdziecie w niej sporo praktycznych porad, które pomogą Wam rozwijać swoją firmę i jak budować trwałe i realne relacje z klientami. Sztukę rynkologii, szczególnie mocno polecam przedsiębiorcom, którzy prowadzą już swój biznes. Jej lektura może pomóc Wam wejść na właściwą ścieżkę i odpowiednio zmodyfikować swoją strategię rozwoju. A nawet jeśli nie zmieni Waszego podejścia, to z pewnością da Wam do myślenia.

 

 

Kolejnym tytułem jest  „Marketing” Philipa Kotlera. Jeśli interesujecie się marketingiem, to tego Pana przedstawiać Wam szczególnie nie trzeba. Tak jak i tej książki, która jest chyba najczęściej polecanym tytułem jeśli chodzi o marketing. Nie przez przypadek.

W nowym wydaniu znajdziecie zagadnienia związane z marketingiem internetowym, zwłaszcza w odniesieniu do portali społecznościowych, mailingu. To naprawdę duża dawka wiedzy poukładanej w przemyślany sposób. To wartościowy zbiór praktycznych wskazówek, zwłaszcza dla osób, które zaczynają wgłębiać się w marketing, albo chcą nadrobić pewne zaległości (tak jak ja). Kotler to specjalista, któremu można zaufać i wręcz trzeba to zrobić. Można powiedzieć, że to lektura obowiązkowa jeśli chcecie tworzyć i realizować swoje strategie marketingowe. Jeśli nie czytaliście jeszcze żadnych książek dotyczących marketingu i reklamy, to polecam zacząć właśnie od tej.

 

Następna propozycja to “Mit przedsiębiorczości” Michaela E. Gerbera. Jak podpowiada tytuł, autor rozprawia się z popularnymi mitami w biznesie. Tłumaczy i pokazuje dlaczego część małych firm kończy działalność. Pokazuje w tym pewną zależność, podpowiada nienachalnie jak z tym walczyć. Opiera się na dobrze znanych przykładach, pokazuje historie znanych firm. Książka przypomina podręcznik, który pomaga przyswoić ważne zasady, prawa rynku i odnaleźć się w biznesowej rzeczywistości. To idealna propozycja dla każdego kto planuje założyć własną firmę i chcę wypłynąć na szersze wody. To też wartościowe wskazówki dla gości takich jak ja. Czyli takich którzy prowadzą już własny biznes, czasami kilka. Lektura daje do myślenia, ułatwia analizę własnej działalności i pozwala spojrzeć na własną firmę jak na “potencjalną franczyzę”. Sami autorzy porównują swoją książkę bardziej do instrukcji obsługi samochodu niż do typowej lektury i trzeba przyznać, że coś w tym jest. Można ją określić jako instrukcję, która tłumaczy pewne zjawiska i zależności, od pomysłu na biznes, po jego realizację i rozwój. To obowiązkowa lektura dla każdego, kto ma lub zakłada swój biznes. 

 

Piątym i ostatnim tytułem na dziś, jest “4 godzinny tydzień pracy” – Ferriss Timothy. Czyli coś o czym mogliście już słyszeć jeśli śledzicie mój kanał YouTube i vloga. Niebawem strzeli mi 100 odcinek, także jeśli jeszcze nie widzieliście moich filmików, to macie co nadrabiać! 🙂

Wracając do książki. Zachęca ona do zmiany standardowego podejścia do życia i pracy. Do zmiany wizji, która szczególnie nam, Polakom jest bliska, czyli odkładanie życia na później. Autor pokazuje jak sam, krok po kroku, przeszedł od dochodu 40 000 dolarów rocznie przy pracy 80 godzin na tydzień, do 40 000 dolarów miesięcznie przy pracy po 4 godziny tygodniowo. Na własnym przykładzie pokazuje, że da się zmienić życie na lepsze. A jeśli się da, to dlaczego sam nie spróbujesz? 

W książce Timothiego znajdziecie mnóstwo podpowiedzi, ale też analiz konkretnych przypadków tego jak inni zmieniali swoje życie, poprawiając jego jakość, a przy okazji osiągając sukcesy biznesowe. Co więcej znajdziecie w niej autentyczne wzory, które można i warto kopiować, aby wyeliminować niepotrzebne zdaniem autora czynności i działania, które zabierają nam cenny czas. To bardzo ciekawe i inspirujące pomysły, które nawet jeśli nie zmienią od razu Waszego życia, to mogą dać Wam niezbędny impuls do zmian. Bez względu czy jesteś pracownikiem, przedsiębiorcą, biznesmenem, książka pokaże Ci nową, bardzo ciekawą drogę. A czy zdecydujesz się ją podążyć to już zależy od Ciebie. Tak czy inaczej warto przeczytać i to sprawdzić.

 

 

Praktyczne porady dla przedsiębiorców

 

 

To tylko 5 książek pomocnych w prowadzeniu własnej firmy. 5 tytułów, które zdecydowanie warto przeczytać i które z pewnością wniosą coś dobrego do Waszego podejścia, sposobu prowadzenia i patrzenia na biznes. Oczywiście to nie wszystkie tytuły które warto przeczytać i znać. Dlatego właśnie jakiś czas temu zdecydowałem się zrobić serię wpisów odnośnie ciekawych i wartościowych książek biznesowych i co chwilę dorzucać nowe propozycje, które jak sami widzicie wcale nie muszą być stricte biznesowe. Niezależnie jakiego obszaru dokładnie dotyczą mają dużą wartość i każdy jest w stanie wyciągnąć z nich praktyczne porady w odniesieniu do własnej sytuacji i potrzeb. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Mam też nadzieję, że podzielicie się ze mną także swoimi tytułami. Temu też ma służyć dzisiejszy wpis. Chętnie poznam Wasze propozycje. Co udało się Wam ciekawego przeczytać? Co z tego wynieśliście? 

Z racji formy tychże publikacji, wiedza zamknięta jest w pigułce, zostaje ona zawężona do najważniejszych zagadnień, co pozwala skupiać się na konkretach, a przy ograniczonym czasie na lekturę, takie podręczniki to dla wielu z nas najlepsze wyjście.

Wyposażenie baru – koszty i praktyczne porady

Wyposażenie baru – koszty i praktyczne porady

Jeśli odwiedzaliście już wcześniej mojego bloga, śledzicie moją aktywność w sieci, to zapewne wiecie, że jakiś czas temu zdecydowałem się na otwarcie własnego lokalu gastronomicznego. W zasadzie to pub i kawiarnia w jednym – Cafe Marcinek, zlokalizowany na warszawskiej starówce. Wejście w branżę gastronomiczną było dla mnie czymś nowym i nadal jest sporym wyzwaniem.

Cześć swoich obserwacji, doświadczeń i przemyśleń postanowiłem opisywać na blogu i vlogu. Konsekwencją tego są pierwsze filmy i  wpis, w którym przedstawiłem swoją niełatwą drogę po zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Dziś z kolei opowiem Wam o wyposażeniu własnego pubu i kawiarni. Przedstawię kilka wyliczeń i wskazówek, które pomogą Wam uniknąć niektórych problemów z którymi sam się borykam lub borykałem. Zapraszam.

 

 

Własny pub i kawiarnia – początek drogi

 

 

Na początek zaznaczę, że dzisiejszy wpis dotyczy bardziej wyposażenia baru, kawiarni, a mniej restauracji czy lokalu gastronomicznego z pełną kuchnią. Starałem się ująć najważniejsze tematy i wydatki, ale bazując na własnych doświadczeniach i w odniesieniu do własnej knajpki. 

To ma znaczenie i to niemałe. Głównie dlatego, że każdy lokal będzie różnił się pewnymi detalami. Wszystko bowiem zależne jest od koncepcji, charakteru miejsca i budżetu. To bardzo indywidualne. Ja na przykład przejąłem już działający lokal. Koszty wyposażenia były zatem wliczone w kwotę odstępnego jakie musiałem zapłacić. Musiałem jednak zrobić solidny rekonesans, z resztą nadal jestem na etapie ulepszania i wymiany wyposażenia. Chcąc odpowiednio wyposażyć swój lokal trzeba będzie odpowiedzieć sobie na szereg pytań i od odpowiedzi uzależnić działania.

 

Podstawowa kwestia – chcecie inwestować w nowy sprzęt, czy używany? Ma to decydujące znaczenie jeśli chodzi o koszty i nie tylko. Można byłoby pomyśleć, że nowy sprzęt jest z oczywistych względów bardziej niezawodnym rozwiązaniem. Mam jednak nieco inne odczucia. Owszem, kupując nowe wyposażenie od producenta najczęściej dostajemy gwarancję na 2 lata, często też usługi serwisowe w cenie. Mam natomiast wrażenie, że nowe sprzęty są zdecydowanie “mniej żywotne” niż to było jeszcze do niedawna. Nie wiem sam na ile jest to świadome działanie producentów, na ile teoria spiskowa, ale coś w tym jest. Nie jest to tylko z resztą moje zdanie. Też macie wrażenie, że mimo postępu technologicznego, nowe sprzęty są zdecydowanie mniej wytrzymałe i bardziej awaryjne niż kiedyś? 

Jeśli natomiast chodzi o używany sprzęt, zauważyłem, że jeśli od kilku lat sprawdza się i dobrze działa, to nawet jeśli w tzw. międzyczasie konieczne były prace serwisowe, to i tak jest dużo bardziej niezawodny niż ten z salonu. 

 

Inne pytanie na której trzeba sobie odpowiedzieć na początku drogi, to jaki ma mieć charakter nasz lokal. Jeśli ma być przede wszystkim kawiarnią, trzeba będzie w pierwszej kolejności pomyśleć o wyposażeniu spełniającym właśnie ten cel. Najlepiej zacząć od elementów oczywistych, najważniejszych i powoli uzupełniać to detalami. Wyposażenie baru dzieli się na kilka kategorii, w tym te które mają spełniać określone, praktyczne funkcje (np. zmywarka, kostkarka, ekspres do kawy), po te które mają stać się elementem wystroju.

 

Kolejne ważne pytanie jakie trzeba sobie zadać, to jak ma wyglądać nasz lokal. Jaki klimat chcemy stworzyć i jakich gości przyciągnąć? To jest ze sobą połączone i powinno mieć odwzorowanie w końcowej liście wyposażenia. Dla przykładu jeśli planowaliście urządzić swoją kawiarnię, albo pub w stylu domowym, lekko hipsterskim, to polecałbym poszukanie używanych mebli i elementów wyposażenia, z tzw. duszą i historią. 

 

Przejmując już funkcjonujący lokal, trzeba zastanowić się, jaki zakres mają mieć nasze modyfikacje. Czy jest sens diametralnie zmieniać koncepcję lokalu, nazwę, logo? A może jeśli bar ma już swoich stałych bywalców lepszą opcją niż rebranding, będzie ulepszanie już istniejącej formy? Bez rewolucji i ryzyka utraty klientów? W moim przypadku wybór był raczej prosty. Cafe Marcinek funkcjonuje od 1970 roku, czyli niebawem skończy 50 lat! Bez sensu byłoby zmienianie nazwy, z której miejsce jest znane od tak długiego czasu. Takich niuansów jest znacznie więcej. Tak jak i pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi zanim zaczniemy planować zakup wyposażenia.

 

 

Wyposażenie baru – lista i orientacyjne koszty

 

 

Przygotowałem dla Was małą ściągawkę. Listę niezbędnych elementów wyposażenia kawiarni i pubu, która może Wam posłużyć jako wyjściowa. Tak jak wspomniałem na wstępie, jej ostateczny kształt będzie uzależniony od koncepcji jaką macie na swój lokal. Wiele zależy od Waszej wizji, natomiast część wyposażenia będzie stała. W końcu trudno sobie wyobrazić prowadzenie kawiarni bez ekspresu do kawy, czy pubu bez nalewaka do piwa 🙂

Do każdej pozycji na liście starałem się dopisać od razu orientacyjny koszt. Warto podejść do tych liczb z dystansem i sprawdzić samodzielnie aktualne ceny. Na rynku można trafić różne oferty, które czasami diametralnie się od siebie różnią. 

 

 

Lista podstawowego wyposażenia baru / kawiarni:

 

  • Neon, reklama zewnętrzna – od 500 do 2000 zł w zależności od projektu i pomysłu
  • Ochrona lokalu – koszt od 50 do 100 zł / miesiąc
  • Kasa fiskalna – w zależności od oferty i modelu, koszty zaczynają się od 1000 zł
  • Potykacz, czyli tablica informująca przed lokal – ok 100 zł
  • Nowe menu – projekt graficzny, wydruk – koszt od 300 zł do 1000 w zależności od złożoności menu i grafik
  • Telewizor – od kilkuset do kilku tysięcy
  • Sprzęt grający (plus głośniki) – od 1500 zł
  • Oświetlenie do lokalu – w zależności od rodzaju oświetlenia od 300 do 1000 zł
  • Ekspres ciśnieniowy – od kilku tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy złotych
  • Młynek do kawy – używany kupimy za mniej niż 1000 zł
  • Chłodziarko-zamrażarka – ok 1000 zł 
  • Meble kuchenne – kilkaset złotych, w zależności od ilości, używane, nowe czy na wymiar…
  • Piekarnik – 300 – 500 zł
  • Szkło na bar – jeśli zaczynacie od zero to koszt ok 500 zł, jeśli uzupełniacie braki można zamknąć się w kwocie 200 zł 
  • Zestaw talerzy i sztućców – ok 500 zł
  • Witryna chłodnicza – koszt od 1000 zł
  • Chłodziarka do piwa wraz z oprzyrządowaniem – jeśli samodzielnie ok 1000, od browaru – za darmo
  • Kostkarka do lodu – około 300-500 zł
  • Kruszarka do lodu – koszt od 800 zł
  • Stoły i stoliki – w zależności od powierzchni lokalu i modelu – od 
  • Szafki stojące – 500 – 700 zł

 

 

Jednym z największych kosztów wyposażenia jest bar. Ceny wahają się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Czasami mogą być wyższe, jeśli chcecie mieć coś specjalnego. Dlatego dobrym pomysłem będzie próba obniżenia łącznych wydatków. Tu sprawdza się nawiązanie współpracy z browarem. Duże firmy użyczają wiele sprzętów, gadżetów i akcesoriów w zamian za zakup ich produktów, czy wyposażenie w ich materiały marketingowe. Browar jest w stanie zapewnić częściowe wyposażenie baru, w tym nalewaki, kufle, gadżety, które i tak zapewne trzeba by było kupić. Podobnie jest w przypadku kawy. Sam nawiązałem taką współpracę i otrzymałem dobrej jakości ekspres kolbowy w leasingu (normalnie kosztuje ponad 20 000), filiżanki, zniżkę na zakup dobrej kawy itd. Polecam sprawdzić aktualne propozycje, a najlepiej umówić się na spotkanie z przedstawicielem firmy. Po zapoznaniu się z warunkami współpracy sami ocenicie na ile jest to dla Was korzystne. W moim przypadku było. Trzeba było tylko wynegocjować niektóre warunki, z czym też nie było większych problemów.

 

Jak możecie się domyślać trudno jednoznacznie wskazać co dokładnie musicie kupić do swojego baru, kawiarni i ile dokładnie będzie to kosztować. Przejmując lokal, który wcześniej był dostosowany pod gastronomię, będzie to dużo tańsze i łatwiejsze, choć nadal wymagające rozeznania, określonej koncepcji i przemyślanych decyzji. Dostosowując lokal i planując zakup wyposażania całkiem od zera, na przykład od stanu developerskiego trzeba nastawić się niestety na dużo większe wydatki. A kiedy te koszty się zwrócą? O tym wspomnę w kolejnych wpisach z tej serii.

Już dziś zapraszam!

Własna działalność jest jak dziecko

Własna działalność jest jak dziecko

Zapewne słyszeliście już kiedyś powiedzenie, że własna firma jest jak jak dziecko. Jeśli prowadzicie już własną działalność, to najprawdopodobniej znacie to z autopsji. Bardziej lub mniej dosłownie. Gdyby zastanowić się nad tym głębiej, porównanie to ma więcej sensu niż może się wydawać. Jest czymś więcej niż tylko zgrabną metaforą. Zdradza podejście, które moim zdaniem sprawdza się w prowadzeniu własnej działalności, a dziś trochę o nim opowiem.

 

 

Z własną firmą jest jak z dzieckiem

 

 

 

Jeśli macie wątpliwości, czy porównanie firmy z dzieckiem, jest trafione to po dzisiejszym tekście pewnie znikną razem z ostatnim akapitem. Mówię to zarówno jako właściciel kilku firm, jako osoba, która pomaga w rozwoju innych marek, oraz jako ojciec.

Obecnie coraz więcej osób decyduje się na założenie własnego biznesu. To dobrze. Na pewno nie będę Was do tego zniechęcać. Ważne jest jednak, aby decyzję o otwarciu i prowadzeniu własnej działalności podjąć świadomie. Na tyle, na ile się da. A nie zawsze i nie wszyscy mają świadomość tego, jakie wyzwania na nich czekają, ile pracy, czasu rzeczywiście będą musieli zainwestować w rozwój firmy.

 

Który rodzic jest świadom wszystkich konsekwencji i obowiązków jakie niesie ze sobą rodzicielstwo i założenie rodziny? Który przedsiębiorca zna wszystkie blaski i cienie prowadzenia działalności, przed jej rozpoczęciem? Znacie takich?

 

Możecie przeczytać wszystkie książki o wychowaniu dziecka, nasłuchać się niezliczonych rad od bardziej doświadczonych, a i tak nie przewidzicie wszystkiego. Nie będziecie w stanie przygotować się na to co nastąpi. Podobnie jest w biznesie. Możecie skończyć różne kursy, szkoły. Latami planować założenie własnej firmy, przygotowywać się do tej roli, a i tak nie macie gwarancji na sukces. Tu tkwi haczyk i jednocześnie dreszczyk emocji. Faktem jest jednak że w oby przypadkach, pojawienie się pociechy (jak również własnej firmy) zmienia nasz życie o 180 stopni.

 

Zarówno prowadzenie własnej działalności, jak i wychowywanie dziecka ma swoje wady i zalety. Rozkładają się zazwyczaj w różnych proporcjach. Zależy od dziecka (firmy), sytuacji, warunków i przede wszystkim – od nas. Czasami potrzeba więcej wysiłku, natomiast satysfakcja rośnie proporcjonalnie do niego. Niedawno na moim kanale YouTube opublikowałem vloga, na którym wskazałem kilka plusów i minusów prowadzenia własnej firmy. Powstał też wpis na ten temat. Może wkrótce będzie trzeba zrobić podobne podsumowanie jeśli chodzi o dzieci. Pomyślimy 🙂

 

 

 

 

 

Nie ma jednego przepisu na sukces, tak jak nie ma jednej słusznej drogi na wychowanie dziecka. Jeśli ktoś Wam wmawia, że taki przepis istnieje, to zasugerujcie mu aby zmniejszył dawkę leków. Co najmniej o połowę. Są jednak natomiast pewne zasady, które powinny przynieść pozytywny skutek w obu przypadkach.

 

Z firmą jest jak z dzieckiem – im większy włożycie wysiłek w wychowanie swojej pociechy, tym lepsze będą potem efekty. Jeśli poświęcicie swojej marce uwagę, od pierwszych chwil będziecie zaangażowani w jej rozwój i będziecie w tym wytrwali – to efekty pojawią się prędzej, czy później. Trzeba się jednak uzbroić w cierpliwość i nastawić na całodobową opiekę. Płacz o 5 rano nie powinien Was dziwić, tak samo jak konieczność siedzenia po kilkanaście godzin przy firmowych obowiązkach. Zwłaszcza na początku działalności, kiedy Wasza marka jest jeszcze w powijakach.

 

Pamiętaj, że nikt tego wszystkiego za Ciebie nie zrobi – a dziecko samo się nie wychowa. To znaczy wychowa się, ale raczej nie będzie przystosowane do świata i bez opieki rodzicielskiej nie da sobie rady w późniejszych etapach dojrzewania. Niezbędne jest zaangażowanie, dużo pracy u podstaw, poczucie obowiązku, ale też uczucie, motywacja, wytrwałość. Jak potwierdzają liczne badania – dzieci rozwijają się najlepiej w pełnej rodzinie. Podobnie jest z firmą. Trudno będzie Ci wszystko zaplanować i wykonać samodzielnie. Czasami obowiązków i pracy przy firmie, czyli przy Waszym dziecku, jest tak dużo, że trzeba skorzystać z pomocy niani.

Jaką rolę powinna pełnić? Jakie obowiązki przejąć? Co to ma wspólnego z biznesem?

 

 

Zatrudnij nianię do swojej firmy

 

 

Człowiek jeszcze nie opanował sztuki teleportacji, nie rozdwaja się, niestety, albo na szczęście ma tylko dwie ręce. Dlatego czasami niezbędna jest pomoc z zewnątrz. I nie chodzi tu o to, że sam nie dasz sobie rady. Dasz, do pewnego momentu i etapu rozwoju.

 

Może się jednak okazać, że będzie Was to kosztowało zbyt wiele wyrzeczeń i wysiłku. Jeśli cały ciężar obowiązków weźmiecie na siebie, z czasem może Was wymęczyć, jednocześnie studząc całkowicie zapał, motywację, spowolni proces dorastania. A przecież każde dziecko z czasem dojrzewa, a co za tym idzie zwiększają się też jego potrzeby i tym samym nasze obowiązki i podejście. Wielu rodziców słusznie decyduje się na pomoc rodziny, albo niani. Natomiast chyba mało kto liczy na to, że taka pomoc będzie polegała na całkowitym przejęciu obowiązków wychowywania. To tak nie działa. A przynajmniej moim zdaniem, nie powinno.

 

Niania ma inne zadania. Ma dbać o dziecko, pilnować, doglądać pod nieobecność rodziców, nakarmić, ewentualnie pomóc w edukacji i wspomagać rozwój. Taką też rolę bierze na siebie osoba odpowiedzialna za pomoc w kreowaniu i rozwoju Twojej marki. Nie będzie kochał Twojego dziecka tak jak ty. Nigdy. Ale swoim zaangażowaniem, umiejętnościami pomoże Twojej firmie szybciej dorosnąć. Będzie realnym wsparciem, gdy Ty musisz zająć się innymi sprawami. Będzie bacznym obserwatorem, gdy Ty skupiasz się na innych istotnych kwestiach.

 

Jeśli czujecie, że przydałoby się Wam właśnie takie wsparcie, w wychowaniu Waszej firmy, to zgłaszam swoją kandydaturę. Chętnie zaopiekuję się Waszą pociechą. Zadbam o to, aby była bezpieczna, odciążę Was od obowiązków i wspólnie z Wami zaplanujemy drogę rozwoju.

Mogliście już poznać mnie i moje podejście do biznesu. Na blogu i vlogu staram się regularnie dzielić swoimi obserwacjami, podejściem, wiedzą i doświadczeniami. Mam też referencje od innych zadowolonych rodziców. Może z czasem zaufacie mi na tyle, że zdecydujecie się powierzyć mi swoją firmę pod opiekę. Z góry zaznaczam: Mam podejście do dzieci 🙂

Zapraszam do kontaktu!

8 + 13 =